Zbieg okoliczności? No nie wiem. Wczoraj po raz pierwszy zostałam poczęstowana herbatą z piołunu i miałam nieprzyjemność jej spróbować. Teraz reportaż Pawła Smoleńskiego już nieodwracalnie będzie dla mnie nie tylko uwierał treścią, ale kojarzył się z konkretnym smakiem. Oba te doznania nie należą do najprzyjemniejszych, książkę jednak warto przeczytać, napar można sobie darować.
Wydawało mi się, że krążąc literacko po pograniczach doświadczyłam już tak wiele, że niewiele jeszcze mogę doczytać. Nic bardziej mylnego. Jak większość turystów zafascynowanych Bieszczadami czy Beskidem Niskim zastanawiałam się co kryje się za pozarastanymi fragmentami domów, piękną jabłonką w środku niczego. Eksplorowałam te tereny na tyle dawno, że informacje zawarte w książce były wówczas trudno dostępne, albo znane tylko bliskim ludzi wysiedlonych z tych okolic. Źródłem informacji były ” Łuny w Bieszczadach”, które jak się okazuje dobrze, że pamiętam w stopniu znikomym. No ale narracja obowiązująca była na podstawie tej lektury.
Paweł Smoleński staje się w pewien sposób rzecznikiem osób wysiedlonych i to właśnie ich, czasem z ogromnym trudem, uzyskane wspomnienia stanowią siłę tej książki. Często trudno ludziom nawet zainteresowanym historią połapać się w niuansach dotyczących tego tematu. Trudno wyłuskać z tego co było propagandą, z tego co podsyca nastroje antyukraińskie rzetelne fakty. Równocześnie z „Syropem z piołunu” przeglądam inne książki poświęcone temu niełatwemu tematowi co pozwala mi na nieco szerszą pespektywę, ale niewątpliwie warto wśród nich umieścić i ten tytuł.
Tak, miałam wrażenie, że autor mniej skupia się na tym co bandy UPA wyczyniały tuż po wojnie, a bardziej interesuje go jak opresyjne było państwo wobec mieszkańców tego południowego skrawka naszego kraju. Wybrzmiewa, że ludność z tych okolic to nie tylko Ukraińcy, ale szeroko pojęci Rusini. Pisze o deportacjach bydlęcymi wagonami, o krótkim czasie na spakowanie się, o gwałtach, złodziejstwie i prześladowaniach. Rozdziały o obozie w Jaworznie budzą podobną grozę jak opisy niemieckich miejsc kaźni. Pisze o manipulacjach związanymi z wygnanymi w akcji „Wisła” na tzw ziemiach odzyskanych. Wszystko to potwierdza tezę, że inżynieria społeczna tego czasu nie liczyła się z człowiekiem.
Dla mnie ta książka była ważna, bo odpowiedziała mi na kilka pytań, które dotyczą wydarzeń sprzed lat. Wyjaśniła mi, że reperkusje restrykcji często dotyczyły nie tylko jednego pokolenia. Nic w tej opowieści nie jest czarno białe, ale trudno mi zrozumieć ile zła potrafią sobie uczynić ludzie. Można to oczywiście uznać szalenie naiwną interpretację tego reportażu, ale ja z takimi odczuciami po nim pozostałam.
Smoleński Paweł. Syrop z piołunu. Wygnani w akcji „Wisła”. Czarne, 2017
Seria: Reportaż