Jestem w drużynie lubiących serię Dzieł Pisarzy Skandynawskich i zasadniczo sięgam po książki z tym logo bez zastanowienia. Tym razem niestety zostałam pokonana i moja „randka w ciemno” zakończyła się połowicznym sukcesem.
Być może, kilka lat temu „Prawie wieczór, wciąż jasno” wpisałby się moje refleksje na temat przemijania, relacji międzyludzkich szczególnie przyjacielskich czy postrzegania osób wykluczonych. Do mnie z „większym przebiegiem” ta lektura jakoś nie trafiła. Doceniam pomysł, żeby zgromadzić w wakacyjnym miejscu paczkę przyjaciół ze studiów i oddać im głos. Trochę mniej mi się podobało, że bohaterowie byli ( pomimo wielu starań autorki) jednowymiarowi, a może lepszym określeniem byłoby, że poubierani w stereotypy. Jasne kilka spostrzeżeń o życiu trzydziestolatków wyglądało na dogłębnie przemyślane, przegadane, bliskie prawdy. Większość jednak sytuacji w książce, w moim oczywiście odczuciu, było wystudiowanych i nierealnych. To taka proza, w której bohaterowie posługują się cytatami i odniesieniami do literatury wysokiej. Chciałabym podsłuchać tak przeintelektualizowanych rozmówców, ale mam wrażenie że ludzie nawet z doświadczeniem studiów humanistycznych rzadko tak rozmawiają. Równocześnie te wewnętrzne dywagacje bywają szalenie naiwne. Było również sporo o seksualności, ale jak dla mnie mocno powierzchownie i żeby była jasność absolutnie mi nie przeszkadzała orientacja seksualna książkowych postaci.
No ale jest spore prawdopodobieństwo, że w tym wypadku zadziałał jednak PESEL, bo również nie rozumiem fenomenu Sally Rooney, do której debiut Dunki jest porównywany. Być może Linea Maja Ernst jest głosem swojego pokolenia, a ja tak daleko odbiegam od tego co dla nich ważne, że mi to umknęło w tej lekturze.
Ernst Linea Maja. Prawie wieczór, wciąż jasno. Wydawnictwo Poznańskie, 2026
Tłumaczenie: Edyta Stępkowska
Seria: Seria Dzieł Pisarzy Skandynawskich
Lektor: Małgorzata Klara