Lidia Yuknavitch: Chronologia wody

Za takie książki kocham literaturę. Najpierw na jednej z moich ulubionych grup czytelniczych, któraś z dziewczyn napisała, że ekranizacja „Chronologii wody”, podobno nieprzekładalna na film, wyszła nieźle. Potem dopadła mnie bezsenność, którą ostatnio najczęściej „ogarniam” czytnikiem. Okazało się, że mam na nim ten tytuł, przeczytałam pierwsze zdanie i o spaniu nie było już mowy.

Paradoks polega na tym, że ja staram się omijać szerokim łukiem lektury, w których krzywdzone są dzieci. Już to pierwsze zdanie zapowiadało, że mamy do czynienia z niełatwą materią. Było to jednak napisane w taki sposób, że naprawdę nie mogłam się odkleić od czytania.

To nie jest lektura dla każdego, autorka bywa bardzo dosadna i nie szczędzi nam opisów, które wrażliwców doprowadzają do ruiny, nie ma w tej książce tematów tabu, jest w sporej mierze o seksualności, degradacji przez alkohol i inne używki. Jest niewygodnie, bo bohaterka „używa” ludzi, chcąc „naprawić” siebie. Autorka/ bohaterka może irytować.

To proza bardzo osobista. Do tego stopnia, że pierwotne literackie kreacje autorka poprawia na bliższe prawdy. Ja nie czuję w tym fałszu i mnie to bardzo przekonuje.

To oczywiście książka o relacjach. O bezwolnej matce, o przemocowym ojcu i siostrze. O małżeństwie, o dzieciach i przyjaźniach. O sporcie, który ratuje i który gubi. Jest o traumach, które wpływają na całe nasze życie i na nasze wybory. I o tym, że kiepski start nie zawsze się równa klęsce. Lidia Yuknavitcha nie trywializuje i nie spłyca, to bardzo mięsista, angażująca proza.

Wszystko to napisane z kobiecej perspektywy i przefiltrowane przez autorkę, która ma doskonały warsztat. Przywołuje swoich literackich mistrzów, którzy w jej opowieści zdecydowanie nie stoją na piedestale. Sadzę, że można podążyć tym tropem. Według mnie Lidia Yuknavitch ma kilka europejskich „sióstr”, których twórczość krąży po podobnych orbitach i to są „moje” pisarki, więc i ona znajdzie się na tej niezbyt długiej liście wśród pań takich jak: Annie Ernaux, Tove Ditlevsen, Elena Ferrante czy Agneta Pleijel.

Myślę, że pamiętnik ma tyle warstw, że każdy wyłuska coś dla siebie. U mnie wśród nich m.in. była zbieżność w myśleniu o twórczości, pisaniu czy czytaniu i wpływie, jaki ma ta działalność na wychodzenie z trudnych sytuacji. Podobne refleksje miałam, gdy bohaterka opowiadała o pływaniu, szczególnie bliżej finału, gdzie opowiadała o różnych jego funkcjach terapeutycznych.

Najważniejsze dla mnie jest to co ta książka mi zrobiła. Wiem, że choćbyśmy nie wiem jak starali, w takim pamiętniku zawsze obraz nie jest dokładnie taki jak w lustrze. Ten memuar jest jednak wyjątkowo bliski rzeczywistości. Nie chodzi mi tutaj o to czym bohaterka „przykrywa” procesy jakie w niej zachodzą, ale drogę, którą przechodzi. To szalenie oczyszczająca, choć niełatwa historia. Jest bardzo intymna, pełna autodestrukcji i pozbawiona filtra. Nie wszyscy docenią odwagę autorki w odkrywaniu się, zauważą jej nieprzeciętny talent i siłę. Sądzę jednak, że wielu podobnie jak mi, sprawi ona dużo czytelniczej satysfakcji. U mnie „Chronologia wody” zdecydowanie znajdzie się na tegorocznym podium, chociaż to jedna z najmniej „wygodnych” lektur jakie kiedykolwiek czytałam.

Yuknavitch Lidia. Chronologia wody. Czarne, 2022

Tłumaczenie: Kaja Gucio

Seria: Poza serią

W wodzie, jak w książkach – możesz opuścić własne życie.

Niektórym aspiracje przychodzą z trudem. Trudno im myśleć „tak”. Albo patrzeć w górę. Kiedy wszystko co czujesz, to walcz lub uciekaj.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *