To debiut Jenny Erpenbeck, której „Kairos” podzielił czytelników. Myślę, że podobnie może być i z tym tytułem, bo to proza metaforyczna, którą ( jak ktoś podejmie trud) można interpretować na wiele sposobów. Trudno to jednak tutaj zrobić próbując nie zdradzić zbyt wiele z treści.
Bohaterka jest tajemniczą dziewczynką, która skrywa sekret swojej tożsamości. Wiemy, że opanowała do perfekcji system dopasowywania się do otoczenia, które w jej wypadku to głównie mieszkańcy domu dziecka, do którego trafiła. Tam jej egzystencja oparta jest na systematycznej mimikrze i próbie unikania wyróżniania się nawet kosztem prześladowań rówieśniczych.
Jej brak pamięci może wynikać z wielu powodów. Jednym z wyjaśnień może być niechęć do wspominania tego co doświadczyło społeczeństwo niemieckie w czasach NRD. Jej niedopasowanie niepokoi nie tylko w wymiarze społecznym, ale też indywidualnym. Jej bycie poza schematami czyni ją obcą i wyklucza. Budzi nieufność i wyrzuca ją poza wspólnotę. Jej inność ją izoluje i co ciekawe nie podejmuje zbyt wielu prób, żeby stać się akceptowaną. Całą swą energię przeznacza raczej, żeby zniknąć.
Ta krótka książka, wzbudza wiele niepokoju, bo postępowanie bohaterki wydaje się być nieracjonalne. Sam pomysł na fabułę autorka wzięła z wspomnień swojej babci, czyli jak się okazuje nie jest to całkowita fikcja. To również może być kolejny interpretacyjny trop, ale tak naprawdę „Opowieść o starym dziecku” dla każdego może być całkowicie inną historią. Jestem ciekawa Waszych przemyśleń po lekturze.
Erpenbeck Jenny. Opowieść o starym dziecku. Znak Literanova, 2026
Tłumaczenie: Eliza Borg