Craig Mod: Gdzie rosną cedry. Zapiski z wędrówki przez Japonię

To taka książka, która z definicji dedykowana jest dla mnie. Słabo rezonuję z wszelkimi poradnikami, kiepsko otulają mnie kolejne japońskie czy koreańskie kawiarnie oraz koty, ale jak tylko usłyszę o książce, w której bohater przemieszcza się pieszo, rowerem czy kamperem, przepadam. Tym razem było podobnie, chociaż miałam nieco obaw, które chwilami okazały się słuszne.

Craig Mod wędruje historycznym szlakiem Kumano Kōdō. Ten szlak reklamowany jest jako duchowa przygoda w sercu Japonii. Ta książka nie da piechurom zbyt wielu praktycznych wskazówek, ale da przedsmak tego co ich może czekać w drodze. Autor poza dosłowną wędrówką prowadzi nas przez swoje wspomnienia i przemyślenia. Craig Mod w trakcie chodzenia rozmawia z swoim przyjacielem z dzieciństwa. To chłopak, z którym dorastał i świetnie sprawdza się w fikcyjnej rozmowie. Autor stosując ten zabieg porównuje dwa światy czyli amerykańskich „bidoków” oraz Japonię, w której mieszka już od kilkudziesięciu lat.

Dla mnie jednak najciekawsze były dygresje związane z japońską kulturą. Nadal jest to dla mnie bardzo mało znana rzeczywistość i za wszystkie fragmenty tego dotyczące wielkie ukłony. Co do reszty, jak już wspomniałam, mam nieco mieszane uczucia. Momentami rozwlekle i niestety mało odkrywczo. Jest kilka genialnych książek, nawet z literatury pięknej, w których znacznie lepiej pokazane są kontrasty w Stanach.

Nie jest jednak tak, że moje czytelnicze serce cierpiało podczas lektury. Jest w niej trochę smaczków, podoba mi się filozofia przemieszczania się autora, jego sympatia do spotykanych ludzi i szacunek wobec przyrody. Nie przeszkadzała mi nawet dosadność, której używał. Jeśli jednak ktoś oczekuje od tej książki szybkich zwrotów akcji, to nie ten adres. Poniżej cytaty z „Gdzie rosną cedry. Zapiski z wędrówki przez Japonię”.

Być może się zastanawiasz, dlaczego mnie ciągnie, żeby chodzić, i to samotnie, całymi dniami, tygodniami albo miesiącami. Przypuszczam, że za dzieciaka żadne wytłumaczenie dla tego całego łażenia nie byłoby potrzebne. Pewnie, że łazimy. Odkrywamy. W pewnym sensie nie mieliśmy nic poza tym. To ty zaszczepiłeś we mnie zmysł eksploracji, to ty poszerzyłeś moje horyzonty i pchnąłeś mnie aż na skraj naszego miasta, kiedy sam bym się na to nie odważył. Ale później – na drodze ku dorosłości – zdaje się, że wielu z nas traci ten prosty instynkt, który każe nam przemierzać grunt, napierać na obrzeża tego, co jest nam znane. Starzejemy się, nabieramy przyzwyczajeń i świat się nam kurczy ,a kiedy znów podnosimy głowę, żeby się rozejrzeć, może się okazać, że czujemy, jakby nas ktoś upchnął do walizki.
Mnie nigdy nie było po drodze z taką wizja. Z tym upychaniem siebie. Wiesz o tym. Wyczułeś to we mnie lata temu, a ja wyczułem to samo w tobie. Wewnętrzny impuls kazał nam napierać, niszczyć przedmioty, żeby zrozumieć ich działanie, a z naprawiania ich czerpaliśmy nadzieję, że nauczymy się też naprawiać osoby wokół nas. Oglądanie skraju naszego miasta było sposobem na przyjrzenie się mu całemu, choć przecież nigdy nie mieliśmy stamtąd najlepszego widoku, prawda? I tak dziesięć lat temu, krótko po trzydziestce, zacząłem poszerzać krąg własnego świata poprzez wędrowanie historycznymi szlakami Japonii.
Kiedy poczułem ten prosty przymus chodzenia, moje życie zmieniło się na zawsze. Wiem, że to brzmi na wyrost, trochę jak słowa pomyleńca, ale to prawda. Że piesza wędrówka? Że niby zmieniła życie? Owszem.

John podnosił status każdego, z kim rozmawiał, przez sam sposób, w jaki to robił. W języku, którego używał, słychać było wszystkie ceremonie picia herbaty, w których uczestniczył w ciągu czterdziestu lat, czterdzieści lat prowadzenia interesów, negocjowania podatków i migania się od mandatów za nieprawidłowe parkowanie. W japońskim to możliwe: dobrać odpowiednią odmianę czasownika, słowa z wyższego rejestru ,dokonać określonych wyborów językowych, raz otwarcie, kiedy indziej niepostrzeżenie, ale zawsze takich, by wyrazić głęboki szacunek. Moc tych wyborów Johna w połączeniu z jego głęboką znajomością historii działała jak lewy prosty i prawy sierpowy na wszystkich, których ścieżki przecięły się z naszą.

Radość z chodzenia ippon-urami bierze się z możliwości bycia świadkiem czyjegoś przeżywania życia. Podstawowe założenie dobrej wędrówki: obserwacja nieprzefiltrowanego życia na bieżąco. Nie dochodzi do ciebie hałas i łoskot pojazdów przetaczających się główną drogą, dzięki czemu słyszysz, jak ktoś szykuje kąpiel, słyszysz krzyki dzieci, telewizor, z którego właśnie dobiegają wiadomości dnia. Zapuszczasz żurawia do fryzjera męskiego i chwytasz widok drzemiącego w fotelu brzuchacza w otoczeniu morderczych narzędzi. Chodź tymi małymi drogami, przemierzaj je kilometr po kilometrze, dzień po dniu, patrz uważnie i jeszcze uważniej, a być może wyczytasz coś z ludzi i wzorów napotkanych w danej okolicy. Nie przesadzałbym ze stwierdzeniami, że ją „poznasz” albo, „zrozumiesz”, ale powiedziałbym, że chodzenie i to chodzenie powoli i z rozmysłem, w pojedynkę to prawdopodobnie pierwszy krok na drodze do zapoznania się z jakimś miejscem.

W każdym razie przed tamtym rozdzieleniem pielgrzymi udawali się zarówno do chramów, jak i do świątyń. W dawnych czasach większość dłuższych wędrówek miała postać pielgrzymek. Bez oficjalnej pieczęci w paszporcie nie można było się swobodnie poruszać po kraju. Co rusz napotykało się posterunki tak poszczególne feudalne państwa chroniły się przed inwazją sąsiadów (wojna domowa była w historii Japonii najczęstszym rodzajem wojny).Udanie się na pielgrzymkę stanowiło najprostszy sposób zapewnienia sobie przepustki na podróż

Za to tutaj ani narkotyków, ani biedy, które były nam tak dobrze znane .Dlaczego? To tajemnica, którą próbuję rozwikłać poprzez te wędrówki, te pogawędki. Zaczynam jednak podejrzewać, że odpowiedź jest dość prosta: ludzie tutaj troszczą się o innych i sami są przedmiotem troski na poziomie abstrakcji niedostępnym naszemu miastu.

Wtedy naprawdę do ciebie dociera, że chodzi po prostu o: życzliwość, ciekawość, hojność. O yoyu.

Mod Craig. Gdzie rosną cedry. Zapiski z wędrówki przez Japonię. Znak Literanova, 2026

Tłumaczenie: Mikołaj Denderski

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *